Wyznania książkoholiczki

Kiedy spojrzałam na swoje wyzwanie Goodreads (tak, wciąż mam zaległości), uświadomiłam sobie, że w tym roku przeczytałam strasznie mało książek i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego. Książki wciąż są moim ulubionym sposobem spędzania czasu, a lista “do przeczytania” nieustannie rośnie. A jednak, nie czytam tyle, co kiedyś. Oczywiście w tym roku mój czas “po pracy” poświęciłam pisaniu i redakcji. Mogłabym też stwierdzić, że częściej relaksuję się przy grach komputerowych, filmach i pracach plastycznych, ale dlaczego wybieram je zamiast książek, skoro tak bardzo lubię czytać? Pytanie skłoniło mnie do refleksji i doszłam do wniosku, że nie czytam, bo… się boję.

Półka młodej Melfki – Book Tag Myka

Dzień po tym, jak zostałam nominowana w Blog Hopie “Nagroda Liebster”, Myk Pilgrim z Little Plastic Castle oznaczył mnie w swoim poście, zachęcając do wymienienia 10 książek, które miały na mnie największy wpływ. Książek, które ukształtowały tę Melfkę, którą jestem. Nurkowanie w odmęty mojej przeszłości może mieć traumatyczny wpływ na obserwatorów, więc czytacie na własną odpowiedzialność. Ale jeśli macie dość odwagi (lub ciekawi Was, jak dziwne i niespodziewane książki znalazły się na liście), to czytajcie dalej.

Żadnych wymówek dla plagiatów

Niedawno trafiłam na artykuł z 2010 roku opisujący niemiecką autorkę, której pierwsza książka, bestseller, okazała się plagiatem innej powieści. Bardziej niż sam fakt plagiatu, wstrząsnęła mną obrona autorki. “To nie kopiowanie, to mieszanie” – powiedziała, mimo że jak podano w artykule, całe fragmenty były skopiowane z pracy innego autora. Niecały tydzień później trafiłam w sieci na podobną sytuację: młody polski autor, wydający w płatnym wydawnictwie (tzw. “vanity press”) otwarcie przyznał, że jego książka to fan-fiction osadzone w świecie stworzonym przez jedną z bardzo popularnych autorek i wykorzystujące jej głównego bohatera. I tym razem wymówka była podobna: “to tylko inspiracja i …

Z życia miłośniczki książek

Pamiętam dzień, w którym wyjeżdżałam do Irlandii “prawdopodobnie na rok, może na zawsze”. Ponieważ leciałam samolotem, waga mojego bagażu była ograniczona i mogłam zabrać ze sobą tylko cztery książki. Dwie z nich były słownikami: polsko-angielskim i angielsko-polskim, gdyż miałam przeczucie, że mogą się przydać. Dwie pozostałe były beletrystyką: jedną z nich już czytałam i uwielbiałam, druga była książką, której jeszcze nie znałam, ale miałam napisać jej recenzję. Tylko tyle: cztery książki. Tylko rok później prowadziłam swój rower pod górkę, przewożąc w ten sposób pakunek: moją pierwszą półkę na książki. Była mała i niepozorna, ale przynajmniej mogłam samodzielnie dowieźć ją do …