Wyznania książkoholiczki

Kiedy spojrzałam na swoje wyzwanie Goodreads (tak, wciąż mam zaległości), uświadomiłam sobie, że w tym roku przeczytałam strasznie mało książek i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego. Książki wciąż są moim ulubionym sposobem spędzania czasu, a lista “do przeczytania” nieustannie rośnie. A jednak, nie czytam tyle, co kiedyś. Oczywiście w tym roku mój czas “po pracy” poświęciłam pisaniu i redakcji. Mogłabym też stwierdzić, że częściej relaksuję się przy grach komputerowych, filmach i pracach plastycznych, ale dlaczego wybieram je zamiast książek, skoro tak bardzo lubię czytać? Pytanie skłoniło mnie do refleksji i doszłam do wniosku, że nie czytam, bo… się boję.

5 pisarskich wspomnień

Kiedy myślę o sobie jako o pisarce, wracają do mnie tylko dobre wspomnienia. Pewnie, przytrafiły mi się i złe rzeczy, bolesne ukłucia listów odmownych i frustracja blokady pisarskiej, ale to nie one przychodzą na myśl, jakby nie były aż tak ważne. A kiedy skupiam się na jasnej stronie pisania, kilka wspomnień natychmiast przychodzi mi do głowy i właśnie nimi chcę się dzisiaj podzielić.

Blog Hop: Wyzwanie 7/7/7

W maju  Myk Pilgrim oznaczył mnie w łańcuszku na Facebooku, zachęcając mnie do umieszczenia siedmiu zdań z siódmej linii, z siódmej strony powieści, nad którą wciąż pracuję. Podjęłam się wyzwania i po oznaczeniu grupy moich znajomych miałam możliwość podejrzenia, nad czym pracują (i mam nadzieję, że będę mogła kiedyś przeczytać ich ukończone powieści!). Później zapomniałam o wyzwaniu, choć post jeszcze krążył wśród moich facebookowych znajomych. Nie wiedziałam, że wyzwanie przeniosło się na blogi (a może tam właściwie się zaczęło?) i w zeszłym tygodniu Sara Letourneau oznaczyła mnie na swoim blogu, znów zapraszając mnie do wyzwania.

Ta powieść, której nie piszę

Powodem powstania postu była rozmowa ze Meg Cowley (jeśli jeszcze nie obserwujecie jej na Twitterze, to ułatwię Wam decyzję: @meg_cowley). Rozmawiałyśmy o zanurzaniu się w światy, które kreujemy i skakaniu pomiędzy nimi, a potem dyskusja skręciła w kierunku jednego z moich projektów. Meg zaczęła się dopytywać i niejako obiecałam jej więcej informacji.

Dragon Loyalty Award Blog Hop

Bloga Brainfluff pisanego przez Sarah Higbee, odwiedzam w miarę regularnie (czyli kiedy pamiętam i mam chwilę, by tam zajrzeć), czytając jej recenzje i przemyślenia. Sarah pożera książki w tempie, któremu mogłabym dorównać tylko w przypadku pudełka Toffifee lub innych słodyczy, a potem dzieli się wrażeniami z lektury. Oprócz recenzji zamieszcza też wiersze i interesujące teksty znalezione w zakątkach Internetu. I to właśni ona nominowała mnie w “blog hopie” Dragon Loyalty Award, między wierszami sugerując, że jeśli spróbuję udawać, że nigdy nie widziałam jej posta, spotkają mnie ogniste i skrzydlate konsekwencje, więc wolałam jednak napisać post.

Wartość satysfakcjonującego zakończenia

Ci, którzy obserwują mnie na Twiterze już zapewne wiedzą, że niedawno skończyłam grać w Dragon: Age Inquisition. Grałam dość intensywnie w lutym i kiedy okazało się, że zbliżam się do końca, zrobiłam sobie przerwę, bo nie byłam jeszcze gotowa na poznanie zakończenia. Jednocześnie zaskoczyły mnie długość i stopień złożoności głównego wątku – czy też raczej ich brak. Zazwyczaj nie spieszę się w grach i mimo że przedstawiane historie mnie wciągają, to jednocześnie światy typu “open world” lub posiadające rozległe obszary kuszą mnie i zwiedzam każdy możliwy zakątek, natomiast ciekawe postacie zachęcają do wielokrotnych interakcji, bo nie mogę oprzeć się sprawdzeniu, …

To zawsze wspaniałe uczucie

Są takie rzeczy, które zawsze są wspaniałe. Smak pierwszych truskawek, gdy zaczyna się lato. Otworzenie nowej książki ulubionego autora. Dotyk poduszki na twarzy po długim i wyczerpującym dniu. Ile razy by się ich nie doświadczyło, towarzyszące im uczucie zawsze jest wspaniałe. A skończenie pisania, czy to opowiadania, czy powieści, jest jedną z takich rzeczy.

Mała Melfka na wielkim Pyrkonie

Zanim odeśpię i nadrobię zaległości w sprawach życiowych, Wy pewnie przeczytacie niejedną relację o Pyrkonie – największym polskim festiwalu fantastyki i nie mam zamiaru dostarczyć Wam najnowszej lub najbardziej szczegółowej relacji. Chcę po prostu podzielić się odczuciami osoby, która pamięta czasy, gdy Pyrkon był o wiele mniejszy, a teraz miała szansę ponownie odwiedzić festiwal po dziesięciu latach. Czytajcie więc dalej, jeśli chcecie się dowiedzieć, czy warto było wydać pieniądze na bilety lotnicze i przegapić premierę “Avengers: Age of Ultron”…

Miesiąc pisania – marzec

No proszę! Minął kolejny miesiąc. W porównaniu do wyboistego lutego, marzec wykazał nieco więcej zrozumienia, umożliwiając mi pisanie w równomiernym tempie i docenienie długoterminowych efektów wyzwania. Przypominało mi to trochę wspinaczkę w górach, kiedy szczyty zawsze wydają się tak daleko, jak na początku wędrówki, ale kiedy spojrzy się wstecz, widać te wszystkie doliny i wąskie ścieżki, które już przeszliśmy. Pisanie sprawia podobne wrażenie: wydaje się, że tysiąc słów to tak naprawdę niewiele, ale kiedy spojrzy na miesiąc, a potem dwa czy trzy miesiące pełne takich tysięcy, słowa rosną i nabierają kształtu powieści, opowiadań, czy postów na blogu.

Miesiąc Pisania – Luty

Nie planowałam, że “Miesiąc Pisania” będzie pojawiał się regularnie, ale pomyślałam, że niektórzy mogą być ciekawi, jak toczy się moje przygoda z 365k Club – i czy w ogóle jeszcze się toczy. Tak jak się spodziewałam, luty okazał się nieco trudniejszy, zarówno ze względu na okoliczności życiowe i różne “zajęcia dodatkowe”, które sama sobie organizowałam. Uwierzcie mi, że kupienie gry komputerowej, w którą od dawna chcieliście zagrać, może wprowadzić niezły zamęt do planów pisarskich…