Miesiąc Pisania

MoW-PLNiedawno pisałam o tym, że udział w NaNoWriMo – które samo w sobie jest wspaniałą inicjatywą – nie był dla mnie dobrym rozwiązaniem i że o wiele chętniej wzięłabym udział w czymś, co pomoże budować nawyki pisarskie, zamiast zmuszania do dzikiego pędu ku skończeniu powieści w przeciągu miesiąca. I proszę, pojawiła się wtedy okazja do podjęcia wyzwania, większego skupienia się na pisaniu i nawiązania nowych znajomości z ludźmi, którzy będą robili to samo. Okazja ta nazywa się 365k Club („Klub 365 tysięcy”).

Pomysł Jane Steen został wprowadzony w życie przez Katherine Grubb i Jessicę White z grupy 10 Minute Novelist, które zaprosiły innych pisarzy, zawodowych i amatorskich, do podjęcia wyzwania – napisania 365 000 słów w ciągu roku, co oznaczało średnio 1000 słów dziennie. Pomyślałam, że nie uda mi się sprostać takiemu wyzwaniu. Pomyślałam, że życie na pewno się wtrąci i nawet nie będę miała szansy spróbować. I pomyślałam, że ktoś taki jak ja, który dłużej planuje każdą ze scen niż ją pisze, nie będzie w stanie sprostać dziennemu limitowi liczby słów.

I myśląc to wszystko… Zapisałam się.

Głównie dlatego, że w 365k Club nie chodzi o to, by ukończyć powieść tak szybko, jak to możliwe, nie chodzi na nawet o to, by ukończyć ją w ciągu roku. Chodzi o to, by pisać każdego dnia: jeśli pisanie jest twórcze i polega na zapisywaniu nowych słów, wlicza się do limitu (tak, angielska wersja tego postu będzie się liczyła, choć jego polskie tłumaczenie – już nie). Chodzi również o to, by pisać przez cały rok, z rzadkimi tylko przerwami i myślę, że o wiele trudniej jest pisać codziennie przez rok (nawet mniej niż 1000 słów), niż poświęcić miesiąc życia na szaleństwo intensywnego pisania.

A jak było u mnie? Styczeń rozpoczęłam ostrożnie, stawiając sobie za cel pisanie 500 słów dziennie, rozsądnie zakładając, że początek roku zawsze jest nieco chaotyczny. Najpierw jednak musiałam znaleźć czas na pisanie w mojej codziennej rutynie. Niełatwo to zrobić, gdy praca na pełen etat wymaga patrzenia w ekran i na tekst przez cały dzień, a po powrocie do domu potrzebuję trochę czasu, by się zrelaksować i pozwolić oczom odpocząć nieco. Codzienne obowiązki w domu i przygotowanie obiadu rozwiązują drugi z problemów, ale pierwszy wymaga czasu – muszę usiąść i zająć się czymś, co nie absorbuje za bardzo umysłu.

25daysPL
Odznaka 365k Club zdobyta za regularne pisanie – przez 25 dni bez przerwy.

I kiedy już napisałam swoje 500 słów czułam, że powinnam przynajmniej spróbować osiągnąć ten właściwy cel. Dzięki temu nauczyłam się, że potrzebuję przynajmniej 1,5-2 godz., żeby napisać 1000 słów, więc odpowiednio zaczęłam planować czas. Wybrałam pomysł na powieść, którą planowałam już od długiego czasu w nadziei, że oszczędzę trochę czasu normalnie spędzanego na rozmyślania o historii. Okazało się, że to dobry wybór: każdego dnia, gdy zaczynałam pisać, wiedziałam dokładnie, o czym chcę opowiedzieć i jak to opisać. Były też jednak trudniejsze dni, kiedy opisywanie scen wymagało dużo rozważań w trakcie. Były też chwile, gdy po prostu nie potrafiłam znaleźć właściwych słów. Jeśli mogłam, dawałam sobie czas, ale w ciągu tygodnia, kiedy trzeba iść spać o określonej godzinie, a następny dzień pracy zbliża się nieubłaganie, zabierałam się za inną scenę lub w ogóle inny tekst i pisałam dalej, żeby osiągnąć cel.

1000-Jan
Odznaka 365k Club zdobyta za napisanie w styczniu przynajmniej 1000 słów dziennie.

Czy to działa? Po miesiącu udziału w 365k Club myślę, że tak. Na pewno pisałam dużo więcej niż zwykle i do tej pory nie opuściłam ani jednego dnia, zawsze osiągając cel 1000 słów. A kiedy czas mi na to pozwalał, pisałam nawet więcej i w rezultacie w styczniu napisałam 41891 słów, czyli prawdopodobnie więcej, niż w jakimkolwiek innym miesiącu w ciągu ostatnich 15 lat. Miałam też okazję poznać wspaniałych ludzi, gdyż wszyscy uczestnicy wyzwania zostali przydzieleni do drużyny (w ramach odrobiny rywalizacji pomiędzy drużynami i wzajemnego wsparcia wewnątrz grup).

Jednak są także złe strony. Pisanie pochłania sporo czasu i zaczyna mi go brakować w ciągu dnia, więc zauważyłam, że czytam o wiele mniej. Przez cały styczeń nie zredagowałam też żadnego swojego tekstu, bo redakcja nie wlicza się do limitu. Dodatkowo, skupiam się raczej na tym, czego pisanie sprawia mi przyjemność, zamiast zająć się tymi teksami, które powinnam mieć gotowe na określony termin.

A poza tym 365k Club dopiero się zaczął. Mogę pogłaskać się po główce mówiąc, jak dobrze się sprawiłam w styczniu, ale zostało przecież jedenaście miesięcy. Prawdziwe wyzwanie wciąż przede mną: wytrwać do końca 2015 z jak najmniejszą liczbą opuszczonych dni (bo tego, że jakieś dni opuszczę, jestem pewna). Trzymać się nawyku codziennego pisania nawet wtedy, gdy przez kilka dni mi się nie uda. Budować wytrwale ten nawyk, niezależnie od losowych zdarzeń, które przyniesie życie. Znaleźć czas na inne aktywności w tym pisarskim szaleństwie.

Osiągnięcie tego wszystkiego będzie trudne, ale nie mogę doczekać się wyzwania.

A jeśli pojawią się wątpliwości, mam dwie odznaki na zachętę i żeby przypominały mi o nagrodzie, która czeka na mnie pod koniec roku: początek nawyku, który być może pozostanie ze mną do końca życia, olbrzymia satysfakcja i… jeszcze większa liczba słów, które będę musiała zredagować.

Dodaj komentarz