Muzyczne inspiracje – część III

5825010322_7211eb8d22_zNa mojej liście zostało tylko kilka piosenek i mam nadzieję, że podobała się Wam ta muzyczna podróż. To już ostatnia część „Muzycznych inspiracji”, jednak wciąż przecież odkrywam nową muzykę i wciąż przychodzą mi do głowy nowe pomysły, więc może kiedyś pojawi się kolejny post z nowymi utworami. Jeśli podczas mój post lub muzyka zainspirowały Was, podzielcie się pomysłami w komentarzach, bo przyjemnie jest poznać inne spojrzenia na tę samą piosenkę.Piosenka 9 – „Witchcraft”, Pendulum

Morana została stworzona na potrzeby gry fabularnej i choć od czasu do czasu krąży mi po głowie powieść, nie mogę powiedzieć, że ta piosenka zainspirowała historię… przynajmniej jeszcze nie. Ale być może tak się stanie, gdyż pomysł połączony jest ze światem SagaCryptom, nad którym ja i Inq, mój partner, pracujemy.

Morana Ocean Greene to czarownica teoretyczna (tak, mam słabość do czarownic, zawsze mi się jakaś w fabułę zaplącze) i ofiarą własnej matki, która pierwsze imię nadała jej po mało znanej bogini śniegu i śmierci, a drugie – po miejscu poczęcia.

Dlaczego jednak czarownica teoretyczna? Bo Morana wie, że magia nie istnieje i będzie kłóciła się z każdym, kto uważa inaczej. I wie, o czym mówi, bo jej rodzina od wieków strzeże wiedzy o magii upewniając się, że nie zostanie zapomniana – bo magia kiedyś istniała i może jeszcze powrócić. Morana pracuje w sklepie ezoterycznym, odkładając pieniądze na studia, natomiast wolny czas spędza z babcią, próbując dowiedzieć się o magii jak najwięcej. Tylko w ten sposób może zapewnić przetrwanie dawnej wiedzy, gdyż jej matka odwróciła się od „prawdziwej” magii i gorzkiej świadomości, że ta już nie istnieje, uciekając w iluzję neopogaństwa i ezoteryki.

Piosenka Pendulum pasuje do Morany i jej historii. Nie tylko muzycznie, ale również częścią teledysku i tekstu. Gdy Morana wraz z przyjaciółmi odkrywa tajemnice i spiski, tropem ich i ich rodzin ruszą zabójcy. Grupa dowie się też, że istnieją sposoby na przywrócenie magii, a czarne smugi z teledysku „Witchcraft” kojarzą mi się z jednym z typów energii, które Morana wykorzystuje w swoich klątwach.

 

Piosenka 10 – ścieżka dźwiękowa do gry „Skyrim”

To nietypowa inspiracja, bo muzyka nie tylko zainspirowała historię i postacie, ale też cały świat i oryginalny (przynajmniej mam nadzieję, że oryginalny) system magii.

Koniec roku 2013 zaskoczył mnie z 2 tygodniami urlopu w okresie świątecznym i brakiem konkretnych planów, więc pomyślałam, że będzie miło po prostu zostać w domu i zrelaksować się, nadrabiając w tym czasie zaległości czytelnicze i pisarskie. Ale po pełnych stresu miesiącach poprzedzających urlop poczułam się wypalona i nie potrafiłam niczego napisać. Mój partner miał oczywiście gotową receptę: nie będziemy pisać, będziemy grać w gry komputerowe i karmić wyobraźnię. Skyrim wydawał się oczywistym wyborem z jego obszernym światem i nieliniową fabułą, więc stworzyliśmy nowe postacie (bo kto by pamiętał, co osiągnęły stare?) i zaczęliśmy grać.

W tym samym czasie rozważałam napisanie jakiegoś epickiego fantasy, ale ponieważ ten podgatunek bywa dość schematyczny, chciałam wymyślić coś nowego, żebym dobrze bawiła się przy pisaniu. Pomysły zaczęły ciążyć w stronę dark fantasy (choć z epickim zacięciem!) i kiedy tylko włączałam grę, miałam ochotę pozostać na ekranie tytułowym, gdyż już temat główny motyw muzyczny podsuwał mi mnóstwo pomysłów. Ale cała ścieżka dźwiękowa gry zasługuje na uwagę, więc w rezultacie Święta Bożego Narodzenia spędziłam w Skyrimie, zabijając smoki, elfy i inne paskudztwa, a po dwóch tygodniach miałam pomysł na intrygę, historię, system magii i połączony z nim system religijny, troje lub czworo głównych bohaterów oraz świat (choć, w przeciwieństwie do inspiracji Skyrimem, jest on dość gorący i pełen pustyń).

I była gotowa zacząć pisanie.

 

Piosenka 11 – „The Night The Lights Went Out In Georgia”, Vicky Lawrence

Od czasu do czasu mój partner – Amerykanin – wyraża zdumienie, że nie wyłapałam odniesienia do jakiejś znanej piosenki. Cóż, piosenka może i znana, ale w Stanach i zazwyczaj pochodzi z czasów, kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, albo gdy dopiero uczyłam się mówić w języku ojczystym. Oczywiście braki w edukacji muszę natychmiast uzupełnić, więc nie tylko słucham piosenki, ale i (niekiedy obszernego) komentarza kulturowo-językowego. Nie narzekam, bo dzięki temu poznaję różną ciekawą (albo dziwną) muzykę, której czasami u nas „za młodu” po prostu nie było.

W ten sposób właśnie poznałam „The Night The Lights Went Out In Georgia” Vicky Lawrence. Utwór z czasów, gdy jeszcze piosenki miały tekst i opowiadały jakąś historię, a nie były tylko zbitką kilku fraz, przecudnie, poetycko zaśpiewany-opowiedziany przez Vicki Lawrence… Spodobał mi się i zainspirował Ressię.

Ressia to dziewczyna, która zostawiła brata i uciekła z rodzimej kolonii, położonej na dzikiej, niegościnnej planecie. Wiele lat później zmuszona jest powrócić, ale nie jest już małą, przestraszoną dziewczynką, ale młodą, pewną siebie kobietą – dokładnie taką, jak siostra z piosenki Vicky Lawrence:

And his cheatin wife had never left town
That’s one body that’ll never be found
You see little sister don’t miss when she aims her gun

I pomimo że reszta tekstu nie pasuje do historii, która wpasowuje się w stylistykę science-fiction, a nie dramatu rodzinnego, te trzy wersy wystarczyły, by wyobraźnia zaczęła działać i bym stworzyła Ressię.

 

Piosenka 12 – „Final Trial”, True Leap

Piosenka nie zainspirowała historii, ale tak jak „Castle of Glass” pomogła mi ją napisać. Ciężko pisało mi się opowiadanie osadzone w prawdziwym świecie, gdyż więcej czasu spędzałam sprawdzając fakty niż pracując nad historią, a pytanie „Czy na pewno wiem wystarczająco dużo, by o tym pisać?” padało niezwykle często. Dlatego też potrzebowałam czegoś, co pomogłoby mi skupić się na opowieści, co pomogłoby mi pisać bez ciągłego zastanawiania się, czy nie powinnam poczytać jeszcze więcej o kulturze Majów.

Na „Final Trial” trafiłam na Youtube podczas desperackich poszukiwań jakiegokolwiek utworu, który pasowałby do opowiadania science-fiction (z odrobiną horroru), które właśnie pisałam. Muzyka True Leap wydawała się pasować jako tło do pisania i pomogła mi skupić się na starożytnej piramidzie, położonej gdzieś wśród jukatańskiej dżungli i skrywającej mroczne sekrety… Gdy już skończyłam, opowiadanie „Wszyscy jesteśmy bogami” przeszło gruntowną redakcję i mam nadzieję, że wkrótce będę mogła podać informacje o antologii, do której zostało napisane.

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji ich przeczytać, zajrzyjcie do części pierwszej i drugiej „Muzycznych inspiracji”.

Dodaj komentarz