Muzyczne inspiracje – część I

56208761_7c72328c3e_zNiektórzy pisarze nie mogą pracować, dopóki wokół nie panuje idealna cisza, natomiast inni bez trudu zapisują zdania w gwarnych kawiarniach, jednak niezależnie od sposobu pracy, dla wielu z nas muzyka jest istotnym elementem procesu twórczego.

Dla mnie muzyka jest ważna, gdy nie tylko inspiruje mnie, też również pomaga w pisaniu. Nie jest mi niezbędna (niektórzy z moich przyjaciół mogą zaświadczyć, że widzieli mi piszącą podczas głośnej imprezy), ale lubię tworzyć z niej barierę pomiędzy historią i światem rzeczywistym. Niekiedy znajduję piosenkę, która odzwierciedla opowieść lub nastrój sceny i wtedy często słucham jej w zapętlonej tak długo, jak piszę, a czasami po prostu słucham w tle przypadkowej listy.

Jakiś czas temu moja znajoma z Facebooka i pisarka – Anna „Cranberry” Nieznaj zaprosiła mnie do zabawy dla pisarzy: przez 30 dni mieliśmy zamieszczać linki do muzyki, która zainspirowała nasze prace, dodając opis lub fragment. Zabawa była dostępna jedynie dla moich znajomych, a niedawno znów ktoś pytał mnie o rolę, jaką odgrywa muzyka w mojej twórczości, pomyślałam, że pora zebrać fragmenty zabawy w jeden post (albo trzy).

Nie bójcie się, nie zamieszczałam postów przez 30 dni – mimo że często słucham muzyki, nie wszystkie piosenki stają się inspiracją dla konkretnej postaci lub sceny. A jeśli nie ciekawi Was moja twórczość, może przynajmniej chętnie zapoznacie się z muzyką, bo i Was może zainspirować. Kiedy bowiem braliśmy ze znajomymi udział w zabawie odkryliśmy, że są piosenki, które oddziałują na wielu z nas, choć oczywiście w różny sposób, wywołując różne skojarzenia i obrazy.

Piosenka 1 – „Mrs. Killarney”, Guichen Quartet

Trudno jest nazwać „Białopiórą” powieścią, skoro ma tylko jeden wątek i niewielką liczbę znaków, jednak dziesięć lat temu była najdłuższym utworem, jaki kiedykolwiek napisałam. Powieść nigdy nie doczekała się wydania, jednak miałam przyjemność otrzymać kilka cennych uwag od pisarki Anny Brzezińskiej. Opowieść była romansem fantasy, takim bardzo typowym: on – dzielny wojownik, pewny siebie i (jak się wydawało), pozbawiony uczuć i ona – czarodziejka z mroczną tajemnicą. W tle była intryga i dramatyczne wydarzenia, jednak powieść skupiała się na relacji między dwójką bohaterów.

Nie mogę powiedzieć, że całą historia została zainspirowana przez piosenkę, ale ilekroć słyszę ten przepiękny walc, wciąż bez trudu potrafię sobie wyobrazić Arayne i Irielle tańczących na sali balowej zniszczonego pałacu.

 

Piosenka 2 – „Not Strong Enough”, Apocalyptica

Piosenka nie zainspirowała żadnej postaci, ale towarzyszyła mi, gdy pisałam o mojej ulubionej parze: Viyhenn i Skruntchu z mojej powieści „The Wayward Witch”.

Kiedy życie Viyhenn jest zagrożone, budzą się jej ukryte moce i Viy przyzywa stworzenie – Skruntcha, który rusza jej na pomoc (przy okazji paląc na popiół połowę jej dobytku) i twierdzi, że jest jej chowańcem.
Viy ma dość własnych problemów i wolałaby stwora odesłać, ale nie wie jak. Skruntch, z drugiej strony, uważa swoją panią za dziwną i z radością by się od niej uwolnił, ale by tak się stało, musi jej najpierw wiernie służyć. Nietrudno przewidzieć, że pomiędzy dwójką narodzi się więź i Viy przestanie uskarżać się na obecność chowańca, a Skrutnch… Cóż, Skruntch uważa, że najlepszym sposobem na zapewnienie swojej pani bezpieczeństwa jest pozbycie się wszelkich zagrożeń. Prawdziwych. Potencjalnych. I tych wyimaginowanych też. „Po prostu pozabijajmy wszystkich i będziesz bezpieczna.”

„Not Strong Enough” byłoby doskonałym podkładem pod te sceny, kiedy Skruntch ma dość Viy, kiedy próbuje jej nienawidzić, ale nie potrafi się zdobyć na to, by ją opuścić. A mógłby, gdyby chciał, bo tak naprawdę nie jest chowańcem… Ale cicho sza! To coś, czego będzie można dowiedzieć się z trzeciej części serii.

A jeśli komuś wydaje się, że to kolejny romans, to niech weźmie pod uwagę, że Skruntch jest rozmiaru dużego psa, a jego wygląd nie spełnia wymagań niezbędnych do bycia Wymarzonym Księciem. Zresztą zobaczcie sami.

 

Piosenka 3 – „Butterfly”, Rajaton

Ta piosenka podsunęła mi pomysł na całe opowiadanie i jeśli czytaliście mój post o znajdowaniu historii w jednym zdaniu, zapewne ją rozpoznacie. Inspiracja wzięła mnie z zaskoczenia: było to w czasie, gdy uczęszczałam na kurs tańca brzucha i na Youtube oglądałam filmy związane z różnymi technikami i użyciem rekwizytów. W ten sposób trafiłam na klip, w którym artystka tańczyła ze skrzydłami Isis właśnie do utworu Rajaton. Choreografia nie zwróciła mojej uwagi, w przeciwieństwie do piosenki, więc wyszukałam wersję bez tańca.

Tekst utknął mi w głowie, zwłaszcza pierwsza część:

Sweet is the sound of my newborn wings
I stretch them open, and let them dry
I haven’t seen this world before
But I’m excused, I’m a butterfly,

a także słowa Tomorrow I’ll die” powtarzane w refrenie.

Jak pisałam we wspomnianym powyżej poście, zaczęłam się zastanawiać, jakby to było mieć tylko jeden dzień życia i myśl po myśli pomysł się krystalizował. Piosenka dręczyła mnie, dopóki nie napisałam „Motyla” opowiadania science-fiction, które później ukazało się w ostatnim numerze „Science-Fiction, Fantasy i Horror”.

 

Piosenka 4 – „Castle of Glass”, Linkin Park

Piosenka nie zainspirowała opowiadania, ale pomogła mi je napisać. Miałam pomysł, ale słowa nie chciały się układać i nie potrafiłam znaleźć sposobu, w jaki chciałam opowiedzieć tę historię. Wtedy właśnie natrafiłam w sieci na tekst poświęcony Linkin Park, który wspominał o tym, że grupa powraca z nowym albumem. Nigdy nie byłam specjalną fanką grupy, ale kilka piosenek mi się podobało, więc wiadomość pobudziła moją ciekawość. Coś w „Castle of Glass” sprawiało, że chciałam słuchać tej piosenki w kółko, a jednocześnie uświadomiłam sobie, że moja opowieść zaczyna składać się w całość. I mimo, że pomysł się pozostał taki sam, to sposób jego opowiedzenia bardzo się zmienił. Niemniej jednak nie pozostawało nic poza napisaniem go. Napisałam więc „Słowa żołnierza” w ciągu kilku dni, podczas urlopu spędzanego w Teksasie, z „Castle of Glass” zapętlonym przez cały czas. Efekt możecie sprawdzić sami, gdy opowiadanie zostało wydane jako część antologii.

 

Mam nadzieję, że z przyjemnością słuchaliście tych utworów i przyniosły Wam inspirację. Jeśli macie własne piosenki, które wpłynęły na Wasze opowiadania, sceny czy bohaterów lub po prostu muzykę, której często słuchacie podczas pisania, podzielcie się w komentarzach. Zawsze szukam nowych, inspirujących utworów.

A jeśli czujecie niedosyt i chcielibyście poczytać i posłuchać więcej, zajrzyjcie do części II i części III „Muzycznych inspiracji”.

Dodaj komentarz