Żadnych postanowień noworocznych!

Nadszedł Nowy Rok. Niektórzy mają już za sobą pierwsze dni w pracy, a inni wreszcie pozbyli się pierwszego w tym roku kaca i albo ogłaszają, albo właśnie tworzą Listę Postanowień Noworocznych. I mimo że podziwiam wszystkich, którzy mają Wielkie Plany, nie mogę przestać zastanawiać się, ilu ludziom uda się ich dotrzymać (według naukowców ponad dwie trzecie tego nie zrobi) i ilu ludzi będzie miało odwagę przypomnieć sobie o liście postanowień w grudniu 2014, żeby uczciwie ogłosić, jak wiele udało im się osiągnąć. Albo, pozwalając statystyce na złośliwy chichot, jak wiele im się nie udało.

Jest coś takiego w naturze ludzkiej, co nakłania nas do robienia wielkich planów i ogłaszania ich szumnie, a potem – najczęściej – do cichego porzucania zamierzeń tylko po to, by robić kolejne plany i kolejne ogłoszenia. W związku z tym, choć mam swój udział w robieniu planów, próbuję być rozsądna… i nigdy-przenigdy nie rozpoczynam w Nowy Rok. Albo w poniedziałki. Nie ogłaszam też zamierzeń w żaden specjalny sposób, gdyż tak naprawdę nie liczy się, jak zaczynamy, ale jak kończymy. Wolę więc wyznaczać sobie cele po cichu, zazwyczaj jeden lub dwa naraz, żeby łatwo było je dostosowywać „po drodze”, gdy zmuszą mnie do tego okoliczności. Niektórzy mogą nazwać to „oszukiwaniem”, ja mówię „rozsądne podejście”, gdyż wraz z upływem lat życie nieodmiennie udowadnia, że wciąż ma sposoby, by zaskoczyć nas czymś nieprzewidzianym, domagając się naszej uwagi i zmuszając nas do porzucenia wcześniejszych planów.

Z tego powodu uważam także, że najlepszym momentem na wyznaczenie sobie nowego celu nie jest jakaś konkretna data w kalendarzu, ale moment, w którym udało nam się osiągnąć poprzedni cel (lub kiedy uznaliśmy, że nie da się go osiągnąć – co też niekiedy się zdarza). W końcu lepiej jest pisać powieść przez trzy lata i ją ukończyć, niż co roku zaczynać nową powieść i nigdy nie skończyć pisania żadnej z nich, prawda?

Nie wiem, jak Wy, ale ja już dawno wyrzuciłam postanowienia noworoczne i po prostu robię, ile tylko mogę, kiedy tylko mogę. I próbuję iść do przodu niezależnie od tego, co przyniesie życie.

4 myśli na temat “Żadnych postanowień noworocznych!”

    1. Fajnie 🙂 Owczy pęd do postanawiania i ogłaszania nie słabnie, ale za 10 lat zacznie się pewnie moda na ogłaszanie, że się postanowień nie robi – i będziemy mogli powiedzieć, że byliśmy pionierami trendu ;).

  1. Ja wyjątkowo w tym roku stworzyłam listę postanowień – już 30 grudnia. Na razie się ich trzymam… nie wymagają specjalnych wyrzeczeń ani mobilizacji, więc to może dlatego 😀

Dodaj komentarz