Miesiąca pisania… Rok pisania.

MoW-PLJak być może zauważyliście, nie napisałam nic o tym, jak minęły mi październik i listopad, ale wbrew pozorom nie porzuciłam wyzwania 365k Club. Przeciwnie. Ostatnie miesiące minęły mi wypełnione zarówno pisaniem, jak i sprawami życiowymi, więc mimo że nie zamieściłam postów z „Miesiąca pisania”, samego pisania nie przerwałam.

W październiku czułam się nieco zagubiona. Skończyłam wtedy nowelkę fantasy i miałam ochotę zacząć jakiś większy projekt, ale wszystko, co wstępnie rozważałam, wymagało jeszcze dopracowania i nie mogłam jeszcze zacząć pisać (tak, jestem przypadkiem beznadziejnym, jeśli chodzi o pisanie – muszę dokładnie zaplanowaną historię zanim zacznę pisać), więc uznałam, że kolejny niezbyt poważny projekt dobrze się sprawdzi na końcówce wyzwania 365k Club i podczas redakcji powieści, którą skończyłam w czerwcu, więc zaczęłam coś, co uważałam za prostą powieść science-fiction — jedną z tych, które wymyślałam „od zawsze”, a która nigdy nie wydawała mi się warta zapisania.

1000-Oct-PL

Wzięłam też udział w wydarzeniu grupy 10 Minute Novelists“Walk/Run/Write 5k” („Przejdź/Przebiegnij/Napisz 5k”), którego uczestniczy podejmują się przebiec lub przejść pięć kilometrów i napisać 5 tysięcy słów („5k”) w ciągu 24 godzin. Niezwykle cieszy mnie, że wydarzenie zorganizowane było w weekend i że można było wybrać, kiedy 24-godzinny zegar zacznie tykać, bo inaczej nie dałabym rady ukończyć wyzwania. Co zabawne, myślałam się to wybranie się na długi spacer (nie jestem typem biegacza) będzie wymagało pewnego wysiłku, ale tak naprawdę tę część ukończyłam bez problemu. Natomiast napisanie 5000 słów okazało się o wiele trudniejsze i musiałam zrobić sobie przerwę na noc, wciąż jednak udało mi się ukończyć wyzwanie z zapasem jednej godziny. Udział w wydarzeniu przyspieszył również moją drogą do celu w 365k Club i sprawił, że byłam pewna, że to wyzwanie ukończę, zanim nadejdzie grudzień.

5kWinner-PL

W listopadzie wokół rozpoczęło się szaleństwo związane z NaNoWriMo i przez chwilę nawet czułam pokusę wzięcia w nim udziału, ale mimo że prawdopodobnie bym wygrała, wciąż miałam poczucie, że NaNoWriMo nie jest dla mnie. Poza tym wyglądało na to, że wyzwanie 365k Club ukończę w połowie listopada i zamierzałam zwolnić nieco z pisaniem, by skupić się na redakcji powieści, więc udział w „NaNo” nie miał sensu.

I w połowie listopada, pomiędzy przyjmowaniem gości i spotkaniami z przyjaciółmi, udało mi się wreszcie dobić do 365tys. słów napisanych w ciągu roku. I, jak planowałam, miałam zrobić sobie przerwę w pisaniu. Jednak okazało się, że w ten lekki i przyjemny projekt, który wybrałam sobie na ostatnią prostą wyzwania, zaangażowałam się na poważnie. Nie mogłam go po prostu zostawić, nie w momencie, gdy moi bohaterowie właśnie zaczynali rozwiązywać problemy i uczyli się rozmawiać ze sobą, więc pisała dalej i pod koniec miesiąca mogłam pochwalić się kolejnym miesiącem, którym napisałam przynajmniej 1000 słów dziennie. Oczywiście to, że w ciągu roku wypracowałam sobie pewną rutynę również miał wpływ na moją decyzję — sama myśl o przerwaniu nawyku pisania wydawała się dziwna.

1000-Nov-PL

Z rozpędem, którego nabrałam przy powieści, wpadłam w grudzień i pisałam dalej, aż nie dotarłam do ostatniej sceny. Czułam się dziwnie pisząc ostatnie zdanie: “She didn’t.” a potem jeszcze dwa słowa: THE END. Pamiętałam radosne uczucie, jakie towarzyszyło ukończeniu “By His Will” w czerwcu i tym razem nie było inaczej, choć na tyle przyzwyczaiłam się do tej myśli, że nie zasypałam wszystkich swoją radością (no dobrze, trochę pospamowałam tu i ówdzie…).

A ponieważ na koniec grudnia wzięłam urlop, udało mi się znaleźć czas na redakcję “By His Will” — ponowne odkrywanie tego, co napisałam i sprawiającą przyjemność pracę nad ulepszaniem tekstu.

Postanowiłam też przeprowadzić eksperyment. Opuściłam jeden dzień. No, może nie zupełnie, bo wciąż napisałam chwalebne 60 słów, ale tego dnia nawet nie próbowałam dobić do tysiąca. Zastanawiało mnie, czy uda mi się wrócić do pisania, czy też skorzystam z wymówki, że wyzwanie już przecież ukończyłam. I wiecie co? Znów piszę.

365kWords-PL

Do końca 2015 zostało już tylko kilka dni, więc mogę powiedzieć 365k Club okazał się olbrzymim sukcesem i dla mnie i dla innych uczestników — może nie wszystkim udało się ukończyć wyzwanie, ale za to na pewno dali z siebie wszystko i szukali najlepszych dla siebie sposobów. Jestem wdzięczna Katharine Grubb, której komentarz zachęcił mnie do wstąpienia do klubu i zignorowania pesymistycznego przekonania, że nie jestem w stanie pisać codziennie. Gdyby nie ona, nie napisałabym ponad 420 000 słów w tym roku, nie skończyłabym dwóch powieści, nowelki, kilku opowiadań, stusłówek, postów na bloga i wielu innych tekstów. Oczywiście, nie wszystko, co napisałam, nadaje się do publikacji, a obie powieści będą wymagały gruntownej redakcji zanim uznam je za „dobre”, ale już je napisałam i czekają, aż będę nad nimi pracować. Nie osiągnęłabym tego bez 365k Club, więc skoro już wyrażam wdzięczność, muszę koniecznie wspomnieć o Jessice White, która samodzielnie koordynowała wyzwanie i starała się, by było wspaniałą zabawą dla wszystkich uczestników. Wielkie dzięki, Jessico!

Kiedy patrzę na upływający rok, uświadamiam też sobie, że rozwinęłam się jako pisarka: nie tylko przestałam siadać do pisania tylko wtedy, kiedy byłam w nastroju, a zaczęłam siadać do pisania niezależnie od niego (nauczyłam się też, że „nastrój” sam przyjdzie, gdy już wymuszę tych pierwszych kilka słów i będę pisała dalej), ale także poprawił się mój język. Czuję większą swobodę pisząc po angielsku i często zauważam swoje własne błędy podczas redakcji, a opowiadanie, które napisałam w tym roku po polsku dowiodło, że nie utraciłam jeszcze panowania nad moim językiem ojczystym, czego trochę się obawiałam (jednak przydałoby się pisać w nim trochę więcej, zanim stracę wyczucie).

365kClubLogo_PL

Głównym celem wyzwania było oczywiście wyrobienie nawyku pisania, więc mimo że chętnie popadłabym w lenistwo zwane „piszę tylko czasami”, nie mogę już zasłaniać się wymówką, że nie jestem w stanie utrzymać rygoru codziennej pracy pisarskiej. Dowiodłam samej sobie, że się mylę, więc w 2016 również wezmę udział w wyzwaniu 365k Club. Kolejna edycja pozwala uczestnikom na wybranie celu (od 100tys. słów w roku do 500tys.) i mimo że zdecydowałam się zostać przy moim tysiącu słów dziennie, zamierzam spróbować osiągnąć więcej: chcę znaleźć równowagę pomiędzy pisaniem a redakcją, gdyż przy takiej liczbie nowych słów, muszę znaleźć również czas na ich poprawianie. Ciekawe, jak mi pójdzie.

Dziękuję Wam, że byliście ze mną podczas mojej pisarskiej podróży i do zobaczenia w 2016. W moim życiu nadejdą kolejne „miesiące pisania” i być może opowiem o nich tutaj.


 

Ten post jest częścią serii „Miesiąc pisania” – comiesięcznego sprawozdania z mojego udziału w wyzwaniu 365k Club.

Dodaj komentarz