Miesiąc pisania – wrzesień

MoW-PLJeden z moich przyjaciół zapytał mnie ostatnio, czy mam czasem ochotę na odrobinę lenistwa w postaci dnia bez pisania. Spoglądając na moją pisarską wędrówkę z 365k Club i te 9 miesięcy pisania bez przerwy odpowiedziałam: tak, czasami nie chce mi się pisać albo myślę o tym, by napisać mniej. Wraz z upływem dni, tygodni i miesięcy napisałam wystarczająco „nadprogramowych” słów, żeby pozwolić sobie nawet na tydzień wolnego, jeśli bym chciała, ale… nie czuję się dobrze z tą myślą. Oczywiście gdyby jakieś poważne wydarzenie w życiu przeszkodziłoby mi w piasaniu, opuszczenie dnia czy miesiąca uznałabym za uzasadnione, ale skoro życie toczy się w miarę stabilnie, miałabym wrażenie, że oszukuję, opuszczając dzień bez dobrego powodu. Ale zdradzę Wam tajemnicę: czasem się lenię i wtedy pisanie jest jedyną rzeczą, którą robię danego wieczoru.

Wrzesień upłynął tak szybko, że ledwo zauważałam mijające dni i większość poświęciłam pisaniu mojego romansu fantasy, pozwalając jednocześnie umysłowi pracować nad szczegółami poważniejszych projektów. Historię zawarłam w około 50 000 słowach i mimo że dobrze bawiłam się pisząc ją, powędruje na razie do szuflady. Cieszę się, że pozwoliła mi się zrelaksować przy jednoczesnym utrzymaniu mojej rutyny 1000 słów dziennie, ale wymagałaby wielu poprawek, by zrobić z niej coś porządnego i wciąż nie byłaby niczym więcej, jak tylko prostą historią miłosną bez zaskakujących zwrotów akcji.

Poza pisaniem, zafundowałam też sobie maraton czytelniczy, nadrabiając dość długie zaległości książkowe (co — oczywiście — zaowocowało zarwanymi nocami, ale niczego innego się nie spodziewałam) i miałam chwilę, żeby zrelaksować się grając w gry komputerowe i oglądając seriale.

1000-Sep_PL

Przekroczyłam też liczbę 300 000 napisanych słów i była to kolejna rzecz, przez którą znów pomyślałam o kończącym się powoli roku. Jestem pewna, że nie tylko uda mi się ukończyć wyzwanie, ale też zrobię to przed nadejściem grudnia. I chociaż podoba mi się myśl „pisania cały rok, bez nawet jednego opuszczonego dnia”, nie przestaję też myśleć o redakcji „By His Will”, na której chciałabym się skupić, więc rozważam zrobienie sobie „wolnego” w grudniu, by nadrobić zaległości.

Zaczynam już myśleć o przyszłym roku i zważywszy na to, jak owocna okazała się dla mnie (i dla wielu innych członków grupy!) pierwsza edycja 365k Club, w 2016 też na pewno wezmę udział. W drugiej edycji planowanych jest wiele zmian i ulepszeń, włączając w to wybór pozimu wyzwania, od 100 tys. słów na rok dla najbardziej zajętych, aż do 500 tys. dla tych, którzy naprawdę lubią się spocić. A wszystko to w przyjaznej atmosferze, z dużą ilością wsparcia i comiesięcznymi wydarzeniami na Facebooku w ramach pomocy dla uczestników, więc jeśli chcecie dołączyć do mnie i innych odważnych pisarzy, dołącznie do grupy 10 Minute Novelists i czekajcie na rozpoczęcie zapisów.

365kClubLogo_PL

Zamierzam pozostać przy moich 365 tys. słów, znów pisząc średnio 1000 słów dziennie, ale w przyszłym roku chcę sprawdzić, czy uda mi się trochę żonglować czasem: opuścić dzień lub dwa, żeby skupić się na redakcji istniejących tekstów, a następnie nadrobić zaległości w napisanych słowach. Być może wspomniałam już wcześniej, że tym, co uważam za najtrudniejsze, nie jest pisanie bez opuszczenia ani jednego dnia, ale powrót do pisania po przerwie. Zawsze podziwiałam członków 365k Club, którzy powracali do wyzwania po dniach (tygodniach, miesiącach) bez nawet jednego napisanego słowa. I ponieważ wiem, że wyrobiłam już sobie nawyk pisania, chcę sprawdzić, czy wytrzyma w straciu z weekendem spędzonym bez pisania. Czy będę miała dość samozaparcia, by wrócić do rutyny? Myślę, że dzięki temu moje wyzwanie w 2016 może stać się całkiem interesujące. Albo, być może, wciąż będę pisała po 1000 słów dziennie bez przerwy i znajdę inny sposób na włączenie redagowania i innych rzeczy w swoją codzienność.

Zgłosiłam się także do pomocy Superkobiecie – Jessice White, która niemalże samodzielnie koordynowałam 365k Club w tym roku, więc w 2016 razem z innymi administratorami, zdejmę część ciężaru z jej ramion. Mam nadzieję, że pomożemy innym uczestnikom odnaleźć pewność siebie i pisarską dyscyplinę, które sami znaleźliśmy.

Ale zanim to nastąpi, pozostały jeszcze 3 miesiące tegorocznego wyzwania i mam nadzieję, że już niedługo zaprezentuję Wam z dumą odznakę zwycięzcy. A zanim to nastąpi, 1000 słów dziennie wciąż obowiązuje. Po 9 miesiącach sukcesów jestem pewna, że mi się uda.


Ten post jest częścią serii „Miesiąc pisania” – comiesięcznego sprawozdania z mojego udziału w wyzwaniu 365k Club.

Dodaj komentarz