Miesiąc pisania – sierpień

MoW-PLWygląda na to, że jestem bardziej niż „modnie spóźniona” z moim comiesięcznym sprawozdaniem z pisania, ale nie znaczy to, że mam złe wieści. Wprost przeciwnie, po trudnym lipcu, podczas którego musiałam znaleźć równowagę pomiędzy wyzwaniem 365k Club i Camp NaNoWriMo, udało mi się złapać oddech i zwolniłam z redakcją powieści, choć wciąż zabierałam ją do biura, by pracować nad nią podczas przerwy na lunch. I kiedy nie musiałam na nią poświęcać godziny czy dwóch każdego wieczoru poczułam, że mam dużo wolnego czasu, więc poświęciłam go na relaks, jednocześnie nie zaniedbując mojego pisarskiego wyzwania.

Ponieważ “By His Will” wciąż jest w trakcie redakcji, niechętnie myślałam o pisaniu “By Her Will” – zwłaszcza że chcę poświęcić trochę czasu na dopracowanie wszystkich wątków: jestem zadowolona z intrygi przedstawionej w pierwszej powieści i chcę mieć pewność, że druga część serii (tak: to, co miało być jedną książką, wbrew moim planom rozrasta się do rozmiarów serii) będzie miała tak samo wciągającą historię jak pierwsza część.

Zamiast tego skupiłam się więc na pewnym starym projekcie, który krąży mi po głowie od jakichś dziesięciu lat, ale pierwsze szkice nigdy nie przynosiły mi satysfakcji. Miałam mnóstwo zabawy przygotowując plan powieści i zgromadziłam 10 porządnych stron wątków, postaci i historii, jednocześnie odkrywając, że ta opowieść wciąż mnie ekscytuje. Ale kiedy przyszło do pisania… nie wyszłam poza pierwszą stronę, gdyż odkryłam, że moja główna bohaterka jest zbyt nijaka by mi się podobać. Więc odłożyłam ten projekt na później, bo najpierw muszę wymyślić w jaki sposób ją zmienić.

1000-AugPL

Wygląda na to, że wspominam tylko o projektach, których obecnie nie piszę, więc ciekawi Was pewnie, co w takim razie pisałam, poza opowiadaniami i postami na bloga. Cóż, być może nie jest to powód do dumy, ale resztę lata poświęciłam na relaks i postanowiłam napisać coś całkowicie dla rozrywki: żadnych skomplikowanych wątków, żadnego tworzenia świata, żadnego wysiłku. Dałam sobie zezwolenie na pisanie okropnych zdań i okropnych scen, radośnie tworząc… romans fantasy.

Jestem pewna, że kiedy już z nim skończę, ten projekt nie będzie nawet wart czasu, który musiałabym poświęcić na poprawianie go, ale skupienie się na nim zdecydowanie pozwoliło mi się zrelaksować i po ciężkiej pracy włożonej w “By His Will” przypomniało mi, ile radości sprawia mi pisanie: czy to na poważnie, z zamiarem stworzenia czegoś wartościowego, czy też rozrywkowe tworzenie głupiutkiej historii o skomplikowanej miłości dwojga ludzi.

Jeśli zastanawia Was dlaczego zdecydowałam się „zmarnować” czas na coś, co nie ma przyszłości, ten projekt nie tylko pozwala mi odpocząć i utrzymać moją pisarską rutynę, ale też pomaga w zdobyciu pewnego dystansu. Kiedy piszę te wszystkie wyświechtane zdania i myślę “Wow, to zdanie jest okropne, naprawdę okropne” (jednocześnie szczerząc się w uśmiechu, bo wszystkie te słowa nie niosą ze sobą poczucia winy!) uczę się jednocześnie być bardziej krytyczną wobec własnych tekstów w ten pozytywny sposób, który pomaga później znaleźć i naprawić problemy. Już przyłapałam się na tym, że nadużywam niektórych fraz i wierzcie mi, na pewno sprawdzę, czy nie wkradły się do “By His Will”.

W rezultacie sierpień okazał się miesiącem pełnym zabawy i odpoczynku, w czasie którego pozwoliłam myślom krążyć wokół moich poważniejszych projektów, dopracowując wątki i pracując nad postaciami. Był to też ósmy miesiąc, w którym pisałam codziennie i powoli uświadamiam sobie, że zanim się obejrzę, wyzwanie 365k Club dobiegnie końca. Mam w związku z tym trochę przemyśleń i zaczęłam już robić plany na przyszły rok, ale więcej opowiem Wam o tym w jednym z następnych raportów z mojego „Miesiąca pisania”.


Ten post jest częścią serii „Miesiąc pisania” – comiesięcznego sprawozdania z mojego udziału w wyzwaniu 365k Club.

Dodaj komentarz