Ta powieść, której nie piszę

ThatNovelPLPowodem powstania postu była rozmowa ze Meg Cowley (jeśli jeszcze nie obserwujecie jej na Twitterze, to ułatwię Wam decyzję: @meg_cowley). Rozmawiałyśmy o zanurzaniu się w światy, które kreujemy i skakaniu pomiędzy nimi, a potem dyskusja skręciła w kierunku jednego z moich projektów. Meg zaczęła się dopytywać i niejako obiecałam jej więcej informacji.

“Spirit’s Anchor”, tak jakby część pierwsza Spirit Speakers, otrzymała tytuł dopiero niedawno, bo dotychczas nie uważałam tego projektu za poważny. Pojedyncza scena, która zeszłej jesieni miała pomóc mi w przełamaniu bloku pisarskiego, potajemnie urosła w częściowo zbudowany świat, poszarpaną fabułę i pokaźne 30 000 słów nie do końca dopracowanych scen. W tej sytuacji musiałam przyznać, że być może pewnego dnia powstanie powieść, ale też niezbędna była przerwa, kiedy uświadomiłam sobie, że mimo pewnej historii, którą miałam w głowie, nie byłam do końca pewna, dokąd opowieść podąża. Cóż, nie wydaje mi się, by kiedykolwiek można było mnie uznać za pisarza, którego Stephen King nazywa „ogrodnikiem” (a inni pisarze — “pantserem”).

Obecnie nie tylko rozmyślam nad zakończeniem historii, by pokazać postaciom właściwą drogę, ale także przeglądam to, co napisałam do tej pory. Podwalin świata już mam, ale ponieważ pewne jego aspekty mogą wydawać się podobne do mojej innej powieści fantasy, „By His Will” (mam słabość do podwójnych światów lub płaszczyzn istnienia: jednej należącej do ludzi, a drugiej — do innych istot, takich jak demony czy duchy), chcę się przyłożyć, by obu historiom nadać wyjątkowy smak. “By His Will” to raczej lekkie fantasy z odrobiną epickiego rozmachu, natomiast „Spirit Anchor” ma nastrój bardziej jesienny i pewnie może zostać uznane za dark fantasy. I żeby jeszcze bardziej rozgraniczyć oba projekty, rozważam uczynienie drugiej powieści nawet mroczniejszą, niż jest teraz.

To o czym opowiada historia?

“Spirit’s Anchor” osadzona jest w świecie, w którym niektórzy ludzie mogą komunikować się z duchami z drugiej płaszczyzny. Wiedźmy przemawiają do duchów żywiołów, by poprosić je o pomoc lub napełnić leki ich mocą, podczas gdy czarodzieje naginają te same duchy do swojej woli, by za ich pomocą tworzyć zaklęcia takie jak kule ogniste czy mgły. Są też mówcy duchów: ci, którzy mogą przywołać i porozumieć się ze świadomymi duchami, nie związanymi z żadnym z żywiołów. Niektórzy z mówców, zwłaszcza ci urodzeni w cywilizowanym świecie, nigdy nie dowiadują się o własnych zdolnościach, podczas gdy inni stają się szamanami swoich plemion, prosząc duchy o wiedzę i porady.

Mayven jest wiedźmą, ale ponieważ posiada również zdolności mówcy, często pomaga w obowiązkach starzejącemu się szamanowi. Pewnej nocy, kiedy los ich plemienia zmusza ich do desperackich działań, przeprowadzają rytuał przyzwania, który kończy się katastrofą. By zapobiec tragedii Mayven zgadza się stać się kotwicą dla ducha, nie tylko umożliwiając mu swobodne przemieszczanie się pomiędzy dwoma płaszczyznami, ale też oddając własne życie do jego dyspozycji. A duchy mogą żywić się nie tylko emocjami i bólem ludzi, ale też ich życiową energią.

To, jak się domyślacie, jest tylko początkiem historii (słowo honoru, mam ją już częściowo zaplanowaną!) i gdy duch zmusza Mayven do porzucenia plemienia i wyprawę poza lasy, w których mieszkała, jej los wiąże się z jyavem Stalowego Pazura — grupy najemników, która wplątała się w intrygę oplatającą oba światy.

Brzmi dość ciekawie?

Prawie mam nadzieję, że nie, bo wciąż towarzyszy mi przeświadczenie, że tak naprawdę nie piszę tej powieści. Jeszcze nie. Jedynie dodaję słowa i sceny, ale żeby powiedzieć, że pracuję nad “Spirit’s Anchor” musiałabym zacząć od nowa, z porządnym planem i rozpisanymi głównymi wątkami, a następnie dopasować to, co już mam, do nowej struktury, a ja wciąż jeszcze traktuję tę powieść jako wyjście awaryjne, które pozwala mi ominąć blokadę pisarską. Wiecie: żadnej fabuły, żadnej konstrukcji, po prostu będę pisać dalej!

Ale od czasu do czasu widzę potencjał tej historii i chcę popracować nad nią tak, jak powinnam. Wciąż jeszcze opracowuję fragmenty świata i jego historii, wymyślam wątki oraz intrygi i zdecydowanie nie jestem w stanie odłożyć tej historii na bok — wracam do niej raz na jakiś czas. Nie mogę przestać zastanawiać się, co stanie się z tą opowieścią i przyznaję, że koniec końców zmienię ją w coś wartościowego. W „porządną powieść”. W serię. Ale na wszelki wypadek nie pytajcie mnie o postępy pracy nad “Spirit’s Anchor”.

Bo w końcu, wiecie, to wciąż jest ta powieść, której nie piszę.

Dodaj komentarz