Miesiąc pisania – lipiec

MoW-PLLatem ludzie myślą o słońcu, o wyczekiwanych wakacjach w jakimś miłym miejscu i skupiają się na odpoczynku, jeśli tylko mogą. Natomiast ci z nas, którzy tkwią w pracy, mogą jedynie pomarzyć o morzu i plażach zerkając na kawałek nieba za oknem. A ponieważ pogoda w Irlandii jest wyjątkowo kapryśna, gorąco robiło mi się jedynie na myśl o moich projektach, bo lipiec okazał się nie lada wyzwaniem.

Wiedziałam, że muszę znaleźć nowy projekt na którym się skupię, ale nic nie wydawało mi się wystarczająco ekscytujące, więc napisanie 1000 słów dziennie stało się bitwą o inspirację. Dodawałam losowe sceny do projektów, nad którymi obecnie pracuję, napisałam kilka opowiadań (w tym historię spotkania dwójki bohaterów z “By His Will”) i przygotowałam kilka postów na bloga (które wciąż wymagają tłumaczenia, zanim pojawią się na stronie). Napisałam tez kilka drabbli. Oprócz tego rozplanowałam sobie drugą część “By His Will”, ale ponieważ wciąż redaguję część pierwszą, zdecydowałam się poczekać z pisaniem. Chcę także, by pomysły dojrzały w mojej głowie i intryga w “By Her Will” dorównała tej z pierwszej części.

Udało mi się dotrwać do końca miesiąca z wynikiem ponad 30 000 napisanych słów, ale też uświadomiłam sobie o ile łatwiejsze jest pisanie, gdy ma się coś dokładnie zaplanowanego zamiast prób wymyślania wszystkiego na bieżąco.

1000-Jul_PL

A co z Camp NaNoWriMo? W końcu 365k Club nie był jedynym wyzwaniem, którego podjęłam się w lipcu. Moim celem było 30 000 tysięcy słów, co według zasad Campu równało się 30 godzinom poświęconym na redakcję. W związku z tym do czasu poświęcanego codziennie na pisanie musiałam dodać godzinę redakcji, więc potrzebowałam solidnego planu, bo czas był moim największym wrogiem. W tygodniu spędzam w pracy 9 godzin dziennie, więc postanowiłam zabierać wydruki do pracy i redagować podczas lunchu. W zależności od tego, czy przyniosłam jedzenie ze sobą, czy musiałam po nie pójść, miałam około 30-60 minut na redakcję. To od 5 do 10 poprawionych stron, w zależności o tego, ile pracy wymagały. Na szczęście na razie nie natrafiłam na większe fragmenty wymagające pisania od nowa.

Co jeszcze zadziałało? Redagowanie przed pisaniem. Podczas redakcji postęp mierzyłam w jednostkach czasu, więc nie miało znaczenia, czy spędziłam je poprawiając jedną stronę czy też zredagowałam cały rozdział, ale z kolei cel pisarski wymagał napisania 1000 słów niezależnie od tego, jak długo to trwało, więc łatwiej było mi zająć się najpierw redakcją, a potem poświęcić resztę wieczoru na pisanie. Pomysł nie był zły, gdyż w wyjątkowo ciężki weekend pisałam zaledwie 100 słów na godzinę! Oczywiście dużo innych rzeczy mnie rozpraszało, ale tempo i tak pokazuje, jak trudno było mi pisać.

camp072015_PL

Zdecydowałam też, co będzie moim priorytetem: jeśli miałam coś zawalić, to byłby to Camp, nie a nie 365k Club, więc kiedy wracałam do domu później niż zwykle lub sprawy życiowe domagały się uwagi, skupiałam się na pisaniu. Redakcję zawsze mogłam nadrobić podczas lunchów albo poświęcając jej dodatkową godzinę w weekendy. Plan okazał się skuteczny i pomógł mi zorganizować pracę, dzięki czemu nie miotałam się pomiędzy dwoma wyzwaniami.

Przyjemnie też spędziłam czas w domku letniskowym Campu i spotkałam wspaniałych ludzi: zachęcaliśmy się wzajemnie do pracy na forum i prowadziliśmy rozmowy na Twitterze, więc miesiąc spędzony z nimi minął zdecydowanie zbyt szybko. Podobało mi się, że Camp zmotywował mnie do redagowania i okazało się, że sprawia mi ono o wiele więcej przyjemności niż się spodziewałam. I oczywiście towarzystwo, w jakim się znalazłam sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam dołączyć do NaNoWriMo w listopadzie, ale wciąż jednak uważam, że NaNo nie jest dla mnie. W przypadku pisania wolę elastyczność 365k Club (nie ma znaczenia, w którym projekcie napiszę 1000 słów danego dnia), a listopadowe NaNoWriMo nie uwzględnia możliwości redagowania zamiast pisania. Ale już myślę z radością o kwietniowym Campie, bo wtedy powinnam już mieć kolejną powieść czekającą na redakcję.

Camp-Winner-2015-Twitter-Profile_PL

Nie muszę chyba mówić, że osiągnięcie obu celów i łączenie pisania z redagowaniem sprawdziło moją granicę wytrzymałości i mimo że zwycięsko wyszłam z tej próby, czuję się zmęczona. Więc jeśli zapytacie, jakie to uczucie sprostać dwóm wyzwaniom jednocześnie, mogę tylko powiedzieć: wyczerpujące. Teraz, gdy Camp już się zakończył, zdecydowanie zwolnię z redakcją, choć planuję utrzymać kilka ze zwyczajów, które sprawdziły się podczas ostatniego miesiąca.

A oprócz kolejnego udanego miesiąca w 365k Club i wygrania Camp NaNoWriMo, lipiec przyniósł też okrągły rekord: 200 000 słów napisanych w 2015 i 200 dni pisania bez przerwy. I kiedy tak patrzę na te liczby, przypominając sobie, że oczekiwałam zawalić wyzwanie gdzieś w okolicach stycznia, cieszę się, że jednak się go podjęłam. A teraz, skoro dotarłam już na metę kolejnego miesiąca proszę o wybaczenie, ale idę łapać oddech.

200kWords_PL


Ten post jest częścią serii „Miesiąc pisania” – comiesięcznego sprawozdania z mojego udziału w wyzwaniu 365k Club.

 

Dodaj komentarz