6 rzeczy, które pomogły mi skończyć powieść

2Już wcześniej kończyłam powieści, ale zazwyczaj potrzebowałam ponad roku, by dotrzeć do końca, więc kiedy skończyłam swoją powieść fantasy, „By His Will”, w ciągu sześciu miesięcy przechodząc od „niczego” do „135 000 słów”, zaczęłam się zastanawiać, co pomogło mi tego dokonać. Wiedziałam, że częściowo to zasługa udziału w 365k Club, który niejako zmusił mnie do codziennego produkowania nowych słów, ale to wyzwanie to nie NaNoWriMo: pisarze nie muszą pracować nad jedną powieścią, z której to zasady chętnie korzystałam, równolegle z „By His Will” pisząc posty na bloga i opowiadania.

Więc co tak naprawdę pomogło mi ukończyć pierwszą wersję dość szybko, przy jednoczesnej pracy na pełen etat i nie zaniedbywaniu życia?

Pisanie zaczyna się od planowania

Wiem, że są ludzie, którzy potrafią napisać pierwsze zdanie i potem po prostu pisać aż do końca, ale w moim przypadku to nie działa i muszę znać historię. Ogólne pojęcie o tym, co się wydarzy i rozplanowanie scen w Scrivenerze (a także dodawanie nowych wraz z postępem pisania) pomogło mi zachować skupienie i wiedzieć, w jakim kierunku zmierzam. Musiałam więc jedynie wymyślić, jak chcę to opisać.
To samo tyczy się tworzenia świata: znajomość zasad rządzących moim światem, jego frakcji i ich celów pomogło mi dopracować szczegóły i dostarczyło pomysłów na ciekawe wątki poboczne.

Zasada „później to poprawię”

Lubię, gdy pierwsza wersja tekstu jest tak porządna, jak tylko możliwe i kiedy widzę literówkę albo koślawe zdanie, nie ma szans, bym pozostawiła je samym sobie, co łatwo może doprowadzić do tego, że utknę na jednym zdaniu, dialogu czy scenie. Wciąż poprawiałam niektóre rzeczy w locie, czy to kiedy czytałam poprzednie sceny by zachować zgodność szczegółów lub czytając rozdziały głośno, mojemu partnerowi, ale jeśli cokolwiek wymagało więcej niż kilku minut czasu, podpadało pod zasadę „później to naprawię”. Pogrubiałam kłopotliwe słowa lub zostawiałam komentarz w „Document Notes” w Scrivenerze, jeśli zmiany były znaczne, a następnie ponownie skupiałam się na pisaniu lub czytaniu. W ten sposób jedno niedoskonałe zdanie nie powstrzymywało mnie przed napisaniem dziesiątek innych zdań, które były całkiem dobre.

Pomiń, pomiń, pomiń tę scenę

Kiedy nie miałam ochoty pisać jakiejś konkretnej sceny albo nie wiedziałam, jak chcę ją napisać, pomijałam ją i pisałam inną. Oczywiście w ten sposób czerpałam korzyści z przygotowania planu i dodawania nowych scen do listy w Scrivenerze, kiedy przyszły mi do głowy, więc mogłam przeskakiwać i skupić się na konkretnym wątku lub postaci. Albo po prostu napisać coś, co w danym momencie sprawiało mi przyjemność. W większości przypadków trzymałam się kolejności chronologicznej, ale kiedy tylko utknęłam, pominięcie jakiejś sceny pomagało mi odzyskać rytm. Podzielę się z Wami tajemnicą: była taka scena w rozdziale 16., której nie napisałam aż do końca. Próbowałam kilkukrotnie, ale jakoś nie mogłam sobie z nią poradzić, więc pomijałam ją dopóki nie stanęłam przed wyborem: ta scena albo ostatnia w całej powieści, ta ze słowem „Koniec” na dole. Dopiero wtedy napisałam tę brakującą scenę.

2

Pomyśl zanim napiszesz

Mieszkam blisko biura, w którym pracuję, więc każdego poranka dojście do pracy zajmuje mi około 10 minut. To znaczy, że mam 10 minut na dopracowanie wątków, wymyślanie dialogów i rozplanowanie słów. Później mam jeszcze kolejne 10 minut, w drodze powrotnej i niekiedy dodatkowy czas: podczas przerwy na kawę, kiedy idę po lunch albo robię wieczorem zakupy. Oczywiście może się zdarzyć, że zapomnę kupić mleko (ale po to są listy, czyż nie?), ale za to dopracuję historię zanim nawet otworzę plik. Nawet, jeśli myślałam tylko nad drobiazgami, zazwyczaj wystarczają, żeby zaczęła pisać zamiast wpatrywać się w ekran i próbować wszystko dopracować.

Nie wyczerpuj swoich pomysłów

Na początku próbowałam pisać jak najwięcej, ale nauczyłam się, że zachowanie niektórych pomysłów na następny dzień to dobre rozwiązanie. Życie lubi się wtrącać i nie zawsze mam czas pomyśleć o następnej scenie. Czasami jestem zmęczona, sfrustrowana czy zestresowana i jest możliwe, że nie będę w ciągu dnia myślała o swojej historii. Jeśli zatrzymałam się więc w połowie sceny, krótko po osiągnięciu zaplanowanej liczby słów, następnego dnia mogłam usiąść i pisać, wykorzystując „resztki” żeby wprawić się w pisarski nastrój. Mówią, że najtrudniej jest zacząć (a gdy już się zacznie — skończyć, ale o tym ćśśśśś!), więc wykorzystanie energii z poprzedniego dnia było dla mnie rozwiązaniem, kiedy nadchodziły trudniejsze dni.

Znajdź czas na relaks

Chociaż podziwiam ludzi, którzy potrafią wstać o 5 rano i pisać przed pójściem do pracy, popijając kawę i wypełniając strony słowami, dla mnie 5 rano to środek nocy i pobudka to ciężka kwestia, a co dopiero stworzenie czegoś wartościowego. Dlatego też muszę pisać wieczorami, po całym dniu w pracy. Zainspirowana pomysłami, na które wpadałam w drodze do pracy czy domu, próbowałam pisać tuż po powrocie z pracy, ale to się nie sprawdzało. Musiałam się najpierw zrelaksować i to właśnie robiłam. Wymagało to nieco planowania (musiałam upewnić się, że wciąż mam dość czasu, by napisać te 1000 słów zanim przyjdzie pora na spanie) i pewnej dyscypliny, by zabrać się do pisania, ale takie podejście zadziałało. Wracałam do domu, przyjemnie spędzałam czas oglądając film z partnerem, grając w jakąś grę czy poświęcając się pracom plastycznym przez godzinę czy dwie i dopiero po tym mogłam siadać do pisania ze świeżym umysłem.

Te rzeczy sprawdziły się w moim przypadku. Które pomogłyby Wam? Które nie byłyby możliwe w Waszej sytuacji życiowej? A może macie jakieś inne wskazówki?

Podzielcie się myślami w komentarzach. W końcu niedługo zacznę pisać kolejną powieść, więc na pewno się przydadzą.

Dodaj komentarz