Pisanie w innym języku – część II

Poprzednio obiecałam podzielić się kilkoma sztuczkami, które pomogą w ulepszaniu umiejętności pisania w innym języku. Żadna z nich nie pretenduje do miana „jedynej i słusznej” (a być może okażą się dla Was oczywistościami) i żadna z nich nie gwarantuje, że nagle będzie pisać doskonale: tak naprawdę mogą nawet okazać się dla Was nieprzydatne. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej zainspirują Was do próby znalezienia swoich własnych sposobów.

Planowałam podzielić się wszystkimi naraz, wygląda na to, że jest ich więcej niż myślałam. Dlatego zamierzam skupić się na jednym lub dwóch w każdym poście, gdyż w przeciwnym wypadku musielibyście czekać o wiele dłużej. Dziś pierwsza ze sztuczek.

Nie tłumaczcie

Muszę przyznać, że dość długi czas zastanawiałam się, która z rad byłaby najważniejsza, przynosząca najwięcej korzyści. Oto ona: nie tłumaczcie.

Jeśli myślicie w języku ojczystym, a następnie próbujecie zapisać myśli w innym języku, zapewne złapiecie się na tym, że ciężko Wam odnaleźć właściwe słowa i poprawne konstrukcje gramatyczne. Oprócz tego Wasz tekst będzie brzmiał „obco”, gdyż prawdopodobnie intuicyjnie wykorzystujecie struktury gramatyczne i wyrażenia z języka ojczystego. Jak pewnie się domyślacie, późniejsza redakcja będzie również trudniejsza, gdyż będziecie dostrzegać znajome, a więc i „poprawne” zdania. A dziwne zdanie bardziej się będzie wyróżniało, niż zdanie, które jest niepoprawne, ale stworzone według zasad gramatycznych Waszego ojczystego języka.

Jeśli zastanawiacie się, w jaki sposób można zastosować się do powyższej rady, oto rozwiązanie: musicie nauczyć się myśleć w języku obcym. Na początek wyobrażajcie sobie siebie w sytuacjach życia codziennego i „odtwarzajcie je w głowie” prowadząc rozmowy i odgrywając scenki w języku obcym – w ten sam sposób, w jaki zapewne robicie to w ojczystym. Później, nawet jeśli wciąż brakuje Wam trochę pewności siebie, zacznijcie wyobrażać sobie sceny i dialogi z Waszych historii. Nawet, jeśli słowa i gramatyka, których używacie, będą proste, dzięki takiemu ćwiczeniu, gdy już usiądziecie do pisania, zdania przychodzące Wam na myśl będą tymi w języku obcym.

Nie martwcie się zbytnio o poprawną gramatykę, gdyż czas na martwienie się, czy w zdaniu powinno być „could be” czy też „could have been” przyjdzie później, podczas redakcji. Jeśli utkniecie zastanawiając się nad poprawnością każdego zdania, prawdopodobnie nie myślicie tak naprawdę w tym języku… Bo czy zastanawiacie się kiedykolwiek, czy myśl, która właśnie przyszła Wam do głowy, jest poprawna gramatycznie? Domyślam się, że za wyjątkiem chwil, w których rozmyślacie o gramatyce lub zamierzacie poprawić sobie humor zabawną myślą, odpowiedź brzmi „nie”.

Nie próbuję Was przekonać, że gramatyka nie jest ważna – bo wszyscy wiemy, że jest. Ale jeśli nie jesteście właśnie na egzaminie z języka obcego, na którym macie wygłosić prezentację, gramatyka nie musi być chyba perfekcyjna od razu, prawda? Albo zapiszecie myśli i będziecie mieć gotowy pierwszy szkic, który można poprawiać i udoskonalać, albo też będziecie wciąż siedzieć nad pierwszym zdaniem, zastanawiając się czy wybrać „wrote” czy „written”.

Na którą z tych dwóch możliwości poświęcicie czas?

Dodaj komentarz