Miesiąc pisania – maj

MoW-PLJeśli macie nadzieję na wiadomości o tragediach, przegapionych terminach i zbyt niskiej liczbie słów, muszę Was zawieść. Co zatem wydarzyło w się w piątym miesiącu wyzwania 365k Club? Powinnam po prostu napisać, że maj upłynął na jednostajnym postępie w pisaniu i właściwie nie wydarzyło się nic więcej, ale ponieważ dokonałam kilku odkryć związanych ze swoim procesem pisarskim, chciałabym się nimi podzielić.

Pierwsze i najważniejsze z odkryć potwierdziło to, co obserwowałam już podczas poprzednich miesięcy: skoro udowodniłam już, że jestem w stanie napisać te 1000 słów dziennie, wzięcie odpowiedzialności za ilość napisanego tekstu w moim przypadku działa. Wiele osób biorących udział w wyzwaniu mówi o tym, że minimalna liczba słów stresuje ich, ja natomiast czuję coś zupełnie innego. Gdybym zamiast tego powiedziała sobie, że będę pisała przez dwie godziny, o wiele częściej kończyłoby się to porażką i pisałabym o wiele mniej niż kiedy staram się dobić to tego „strasznego” tysiąca. Kiedy trafiają się dni, gdy zupełnie nie mam ochoty pisać, liczba słów pozwala mi się skupić na celu, natomiast postanowienie „Po prostu popiszę przez godzinę” skończyłoby się radosnym odkładaniem pisania. Ale też myśl o porażce mnie nie przeraża: wiem, że pewnego dnia nadejdzie i właściwie ciekawi mnie, co takiego złamie moją rutynę. I – co ważniejsze – czy zdołam do niej powrócić.

Drugim z odkryć była próba napisania opowiadania bez wcześniejszego planu. Historia zaczęła się jako jeden tweetów Friday Phrases i w z jakiegoś powodu When he said „I’ll meet you on the other side” I thought he meant the other side of a shopping mall, not the afterlife. (Kiedy powiedział „Spotkamy się po drugiej stronie” myślałam, że ma na myśli drugi koniec centrum handlowego, a nie życie po śmierci) wydało mi się świetnym początkiem opowiadania. Nie miałam nic więcej, ale od czasu do czasu otwierałam plik tekstowy i dodawałam zdanie lub dwa. I wreszcie, w zeszłym miesiącu postanowiłam w końcu napisać całość. Chciałam zrobić sobie przerwę od powieści fantasy i chętnie myślałam o zanurzeniu się w świat cyberpunka oraz sci-fi.

Jest coś interesującego w pisaniu opowiadania bez najmniejszego pojęcia, w jakim kierunku historia zmierza, lecz brak wiedzy o tym, co wydarzy się choćby w następnej scenie jest już nie lada wyzwaniem. Cenię sobie to doświadczenie, ale niekoniecznie zamierzam je powtarzać, bo choć opowiadanie nie wyszło złe, to mam wrażenie, że czegoś mu brakuje. Albo, jak twierdzi mój partner, to po prostu początek powieści.

1000MayPL

Po trzecie, nauczyłam się wykorzystywać wszystkie wolne chwile na planowanie i rozwijanie wątków. W drodze do pracy, parząc herbatę, na przerwie na lunch, podczas zakupów i zmywania naczyń myślę o historiach, o scenach i dialogach. Dzięki temu, gdy już siadam do pisania, mam pomysły gotowe do przemienia w słowa i nawet, jeśli nie czuję chęci do kontynuowania pracy z poprzedniego dnia, jest co innego, co mogę opisać, a korzystanie ze Scrivenera bardzo ułatwia mi skakanie pomiędzy scenami i rozdziałami.

Ostatnim odkryciem było dla mnie nauczenie się jak… przestać pisać. To nie jest coś, co zadziałałoby dla osób potrzebujących czasu, by wejść w pisarski rytm: zazwyczaj przestaję pisać krótko po tym, jak osiągnę dzienne minimum słów, zostawiając sobie trochę radości pisania na kolejny dzień. Powrót do sceny, której nie dokończyłam natychmiast przypomina mi, co było w niej ekscytujące i pomaga mi zabrać się do dalszego pisania niemal od razu.

Wszystkie te małe odkrycia pomagają mi też znaleźć czas na inne rzeczy. Jeszcze niewiele, zwłaszcza w ciągu tygodnia, ale udało mi się obejrzeć kilka filmów i trochę popracować nad redakcją. A w nagrodę za regularną pracę, w każdy piątek mam przyjemność czytania nowo powstałych scen mojemu partnerowi, który dzieli się ze mną uwagami i słowami zachęty.

Minął kolejny wypełniony słowami miesiąc i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że czerwiec będzie oznaczał, że przetrwałam połowę wyzwania. Może też być miesiącem, w którym skończę pierwszą wersję powieści, więc będę musiała znaleźć dużo więcej czasu na redakcję. I to będzie prawdziwe wyzwanie, czyż nie?


Ten post jest częścią serii „Miesiąc pisania” – comiesięcznego sprawozdania z mojego udziału w wyzwaniu 365k Club.

Dodaj komentarz