Pisanie w innym języku – część I

Jakiś czas temu, na jednym z polskich forów pisarskich natrafiłam na ciekawą dyskusję. Użytkownicy rozważali, czy da się pisać w obcym języku. I mimo że nie padło ostateczne stwierdzenie, iż jest to niemożliwe, wydźwięk dyskusji sugerował, że podobna próba byłaby stratą czasu.

Czy na pewno?

Jako osoba, która ma już za sobą pierwsze próby pisarskie w języku obcym, nie zgodzę się – to niekoniecznie strata czasu, ale podobne przedsięwzięcie na pewno wymagałoby poświęcenia tegoż czasu na… pisanie. Ale chwileczkę! Czy ta sama zasada nie obowiązuje nas w języku ojczystym? Poświęcamy lata na naukę – słowa, styl, gramatyka. Część z wiedzy nabywamy samoczynnie, po prostu dorastając zanurzeni w języku, ale bądźmy szczerzy – nie wystarczy znać język, by być pisarzem, prawda?

Tak samo w przypadku języka obcego – uczymy się słów, prostych struktur gramatycznych i usiłujemy wykorzystać naszą wiedzę w próbach komunikacji. Wraz z upływem czasu nasza wiedza językowa poszerza się i wzbogaca, zaczynamy wyrażać się barwniej i z większą precyzją. Uczymy się w szkole i zanurzając się w języku – oglądając filmy, słuchając piosenek, czytając. W końcu, jeśli pojawi się szansa, wchodzimy w interakcję z osobami, dla których jest to język ojczysty lub po prostu obserwujemy ich rozmowy, ucząc się jeszcze więcej.

Ale wciąż mamy utrudniony start – jesteśmy już w wieku, w którym uczenie się języka nie jest już tak naturalne, gdy świadomość możliwych pomyłek powstrzymuje nas. Gdy myślimy, że nie będziemy dość dobrzy. I koniec końców, w wielu przypadkach, nigdy nawet nie próbujemy z powodu tych wszystkich przeszkód, które widzimy. Boimy się błędów, boimy się pomyłek. I nigdy nie próbujemy.

Jeśli więc chcecie pisać w języku obcym, przestańcie o tym myśleć – i po prostu zacznijcie pisać.

Nie będzie doskonale, wprost przeciwnie, Wasz tekst pełen będzie koślawych zdań i dziwnych snów, przypadkowo wygrzebanych z lingwistycznego niebytu. Powiedzmy szczerze: istnieją duże szanse, że tekst będzie zły, bardzo zły. Ale jeśli nie jesteście literackim geniuszem, tak samo pewnie wyglądały Wasze pierwsze próby pisarskie w języku ojczystym. I wraz z upływem czasu staniecie się lepsi, jeśli tylko włożycie wystarczająco wysiłku w pisanie.

Wciąż pamiętam dzień, w którym wreszcie udało mi się przełamać obawy i rozpocząć pisanie powieści po angielsku. Gdy teraz patrzę na nią, widzę jak słabo radziłam sobie z językiem. Jednak po kilku chwilach patrzenia na pierwsze strony, przewijam tekst na sam dół, by przeczytać ostatnie ze stron. Nie są pozbawione wad, ale widzę duży postęp! Nie muszę chyba wspominać, że wciąż jeszcze muszę się wiele nauczyć – i uczę się za każdym razem, gdy piszę coś po angielsku. Jeśli nie spróbuję, tracę szansę na to, by stać się lepsza.

Zamiast myśleć o tym, o ile lepiej ma „native speaker” i że wiedza przyszła do nich naturalnie, bo dorastali w otoczeniu języka, skupcie się na celu, którym jest znalezienie się w tym samym miejscu, co oni. To prawda, że macie „lata do nadrobienia”, ale jeśli posługujecie się językiem na tyle płynnie, by się w nim porozumiewać, to dobry początek. I jeśli będziecie ciężko pracować, dogonicie „tubylców” szybciej, niż myślicie.

Oczywiście nie mówię tu o cudach i jeśli macie trudności w uczeniu się języków lub Wasza znajomość języka obcego wystarcza do zapytania, jak dostać się do banku, prawdopodobnie powinniście ponownie przemyśleć pisanie w języku innym, niż ojczysty, natomiast w innych przypadkach to tylko kwestia poświęconego czasu i włożonego wysiłku. A żeby nieco ułatwić Wam zadanie, następnym razem podzielę się kilkoma sztuczkami, które pomogły mi w doskonaleniu umiejętności pisania w języku obcym.

Dodaj komentarz