Mała Melfka na wielkim Pyrkonie

ThumbZanim odeśpię i nadrobię zaległości w sprawach życiowych, Wy pewnie przeczytacie niejedną relację o Pyrkonienajwiększym polskim festiwalu fantastyki i nie mam zamiaru dostarczyć Wam najnowszej lub najbardziej szczegółowej relacji. Chcę po prostu podzielić się odczuciami osoby, która pamięta czasy, gdy Pyrkon był o wiele mniejszy, a teraz miała szansę ponownie odwiedzić festiwal po dziesięciu latach.

Czytajcie więc dalej, jeśli chcecie się dowiedzieć, czy warto było wydać pieniądze na bilety lotnicze i przegapić premierę „Avengers: Age of Ultron”…

Wyprawę na Pyrkon rozważałam od kiedy dowiedziałam się, że został przeniesiony z małej szkoły na obrzeżach miasta na tereny Międzynarodowych Targów Poznańskich w samym sercu miasta. Chciałam zobaczyć jak konwent – teraz nazywany „festiwalem” – w moim rodzinnym mieście zmienił się i rozrósł, ale życie w Irlandii sprawia, że pojawiają się problemy z synchronizacją daty wydarzenia, urlopu i dostępnych lotów, ale w tym roku postanowiłam urzeczywistnić plany za wszelką cenę.

Piątek

Polska powitała mnie niebieskim niebem, palącym słońcem i ciepłym wiatrem, które uprzyjemniły mi czas oczekiwania, gdyż Pyrkon z kolei przywitał mnie długą kolejką. Wyjęłam książkę, przygotowana na przeczytanie przynajmniej kilku rozdziałów przed kupnem biletu, ale kolejka przemieszczała się szybko, udowadniając sprawność organizacji. Słyszałam jednak rozmowy o bałaganie związanym z biletami kupionymi w przedsprzedaży (zabrakło obiecanych gadżetów), a i ja sama nie byłam zadowolona z tego rozwiązania, gdyż przedsprzedaż była dostępna tylko dla osób posiadających polskie konta bankowe, ale poza tym z przyjemnością zauważyłam, że obsługa i gżdacze zachowywali się bardzo profesjonalnie. Moje prywatne wyrazy wdzięczności kieruję do Alicji, przemiłej dziewczyny, która pełniła obowiązki przy kolejce autografowej w sobotni wieczór, ale wszędzie wokół widziałam pomocnych organizatorów.

Międzynarodowe Targi Poznańskie są rozległe, ale wypełniały tłumy uczestników i barwnych cosplayerów. Nie robiłam zdjęć, gdyż przy takiej liczbie wspaniałych i twórczych strojów musiałabym zatrzymywać się co chwilę.

01
Piątkowe tłumy. Wszystkie budynki na zdjęciu są częścią festiwalu. Widać też autobus, w którym można było oddawać krew.

W piątek udało mi się wziąć udział tylko w jednym panelu, gdyż udział w konwencie odbywającym się w moim rodzinnym mieście oznaczał, że miałam też mniej „geekowe” zobowiązania do wypełnienia, ale ta prelekcja, na którą poszłam, była zdecydowanie warta uwagi. Słuchanie Teda Chianga, Joe Haldemana i Konrada Walewskiego rozmawiających o sztuce pisania krótkich form było nie tylko zajmujące, ale i satysfakcjonujące. Trudno też nie podziwiać Teda Chianga, który przyznał, że przetrwał siedem lat odpowiedzi odmownych, by później otrzymać wszystkie ważne nagrody za swoje pierwsze opowiadanie. Żałuję, że nie mogłam przyjść na kolejny panel z udziałem tych prelengentów, dotyczący pisarzy „architektów” i „ogrodników”.

Przeszłam się też po olbrzymiej hali wystawców, pełnej geekowych gadżetów (książki, RPGi, manga&anime, steampunk) i ręcznie robionej biżuterii. Niektóre ze stoisk wyglądały niezwykle imponująco, chociażby Fabryczna Zona.

02
Pan pośrodku miał wyczucie chwili, bo zdjęcie było robione z zaskoczenia.

Sobota

Jeśli idzie się spać o 6 rano, nie można oczekiwać, że na konwent dotrze się na 10 rano, żeby zdobyć autograf Teda Chianga, ale ponieważ jestem dzielną fanką, udało mi się dotrzeć na 12:30 na stację kolejową, by spotkać się z przyjaciółką, która tak jak ja przyleciała z Irlandii (z przystankiem w jej rodzinnym mieście) i razem dotarłyśmy na Pyrkon akurat na prelekcję o robieniu gorsetów. Basia Szejnfeld, nie tylko zaprezentowała tło historyczne i źródła związane z tą wyjątkową częścią garderoby, ale także podzieliła się własnymi doświadczeniami i drogą pełną prób i błędów podczas próby uszycia własnego gorsetu. Od wyboru materiału to różnorakich sztuczek, wykład dostarczył wielu użytecznych informacji i sprawił, że pomyślałam o tym, że za kilka lat, kiedy już uda mi się opanować sztukę szycia spódnic, być może zaszaleję i też uszyję własny gorset.

Niestety, była to pierwsza i ostatnia prelekcja, którą udało nam się zobaczyć tego dnia. Próbowałyśmy dostać się na „Związki robotyki z fantastyką” w bloku naukowym, ale sala była już pełna, a kolejka ustawiona przed nią przekonała nas, że na udział w kolejnej prelekcji również mamy marne szanse, więc zamiast tego opuściłyśmy konwent, by spotkać znajomych i zjeść coś. Wychodząc zauważyłyśmy jeszcze długą kolejkę osób czekających na podpis Dmitrya Glukhowskiego, co wyraźniej niż słowa mówiło o popularności autora „Metro 2033”.

05
W sobotę tłumy były jeszcze większe.

Nie mogłyśmy się też oprzeć kolejnej wizycie w hali wystawców i przepychając się przez tłumy szukałyśmy wyjątkowych przedmiotów, które chciałybyśmy zabrać do domu i podziwiałyśmy wszystko inne. Moja dusza geeka piszczała z radości na widok wszystkich figurek, a nie byłam jedyną osobą, która strzelała fotkę za fotką.

Predator i Groot ramię w ramię? Tylko na Pyrkonie!
Predator i Groot ramię w ramię? Tylko na Pyrkonie!
Obsługa niektórych stoisk była dość... niecodzienna.
Obsługa niektórych stoisk była dość… niecodzienna.

Obserwując gęste tłumy przepływające wokół nas i straciwszy nadzieję na dostanie się na jakąkolwiek interesującą nas prelekcję, udałyśmy się do pawilonu z wystawami i trafiłyśmy na robiącego niezwykłe wrażenie cosplayera w zbroi Hulkbuster Iron Mana. Tłum wokół robił zdjęcie za zdjęciem i wciąż żałuję, że nie udało mi się wyciągnąć aparatu na czas, by uwiecznić Stormtroopera i Iron Mana robiących „fist bump”, ale przynajmniej sama mam zdjęcie na pamiątkę.

06
Czy mogę go zabrać do domu? Proszę…

Nie wiedziałam, że po wejściu do pawilonu 7a szaleństwo zdjęć się nie skończy, gdyż wkroczyłyśmy na terytorium smoków i spędziłyśmy trochę czasu krążąc wokół wspaniałych rzeźb smoków.

O, patrzcie! Smok!
O, patrzcie! Smok!
08
Wciąż nie mogę zdecydować, czy to smok, czy wielka pijawka.
09
A może to morska wersja Predatora?

Wystawa „In the land of Dragons”, mimo że niewielka, była zdecydowanie warta zobaczenia.

Myślę, że smok i ja uśmiechamy się z bardzo różnych powodów...
Myślę, że smok i ja uśmiechamy się z bardzo różnych powodów.

Po opuszczeniu domeny smoków trafiłyśmy na wystawę Art from Scrap Sebastiana Kucharskiego. T2 z Terminatora, Bumblebee z Transformersów i xenomorph z Aliena przyciągały takie same tłumy ja Hulkbuster na zewnątrz i z przyjemnością robiłyśmy kolejne zdjęcia.

12
Nawiązywanie przyjaźni nie zawsze jest łatwe…
13
Poruszał głową!

Xenomorph przyciągał najwięcej uwagi, choć niektórzy bardziej zwyczajni uczestnicy niekoniecznie go rozpoznawali. Wciąż krzywię się na wspomnienie pewnej mamy (lub babci) pytającej czterolatka: „Chcesz mieć zdjęcie z robocikiem?”. Jeśli istnieje piekło dla geeków, jest pełne nie-geeków, którzy całymi dniami wygłaszają podobne kwestie.

14
Jeden z uczestników wsunął się pod rzeźbę i chwytając szczękę xenomorpha udawał, że zadaje mu cios w desperackiej próbie obrony, ale uznałam, że ten podobna poza nie wypali w spódnicy…
15
… więc zamiast tego zdecydowałam się na pocałunek.

W pawilonie 7a znajdowały się też wystawy i fotografie oraz „wioski” – obszary w klimacie fantasy, średniowiecznym, wikińskim, steampunkowym… ale największe wrażenie robiła wioska postapokaliptyczna, w której były namioty, pojazdy i olbrzymi banner, który sprawiał, że natychmiast myślało się „Wojna nigdy się nie zmienia”.

17
Gdzie można się zapisać? I czy dają power armor w pakiecie?

Niestety w czasie naszych odwiedzin w wiosce odbywał się LARP, więc nie mogłyśmy przyjrzeć się bliżej, ale udało mi się zrobić zdjęcie.

18
Przyznajmy, że zdjęcie nie jest najlepsze.

Kolejka do tronu z „Game of Thrones” była nieco za długa (uczestniczy czekali przeszło godzinę, by na nim usiąść i mieć zrobione zdjęcie) i naszą uwagę przykuł dziwny mecz na boisku wydzielonym pośrodku sali. Na początku gra nie miała sensu, ale gdy moja przyjaciółka wykrzyknęła „Quidditch!” i wszystko stało się jasne.

16
Someone just scored a point … or something.

Była też wystawa Lego w sąsiedniej sali, więc mogłyśmy zobaczyć takie arcydzieła jak Niszczyciel gwiezdny klasy „Imperial-2” i Millennium Falcon ze Star Wars.

19
Niszczyciel ma nawet maleńkie światełka!
A z bliska ilość szczegółów naprawdę robi wrażenie.
A z bliska ilość szczegółów naprawdę robi wrażenie.
W środku można zobaczyć Hana Solo i Chewiego.
W środku można zobaczyć Hana Solo i Chewiego.

Wieczorem wybrałyśmy się na spotkanie z weteranami Valkiria.net, zarówno redaktorami, jak i użytkownikami, które okazało się pełne nostalgii, gdyż z niektórzy z nas nie widzieli się od 10 lat albo i dłużej. Pobiegłam też zdobyć autograf Roberta M. Wegnera na świeżo kupionej – i świeżo wydanej – czwartej części Meekhanu, a potem wraz z przyjaciółmi udałyśmy się na pyszną kawę i ciasta w jednej z kawiarń malowniczego Starego Rynku. Nie trzeba chyba mówić, że do domu wróciłyśmy późno.

23
Nie jestem łowczynią autografów, ale taki podpis naprawdę fajnie wygląda.

Niedziela

Jeśli poszło się spać o 4 nad ranem, trudno oczekiwać pobudki o 8-mej, ale byłam zdecydowana dotrzeć na Pyrkon na czas, by zdobyć podpis Teda Chianga i w nagrodę otrzymałam nie tylko kilka minut rozmowy ze wspaniałym autorem, ale też wyjątkowe zdjęcie na pamiątkę. Muszę powiedzieć, że ta jedna chwila i szansa porozmawiania z pisarzem sprawiła, że podróż była tego warta. Żałuję tylko, że nie odświeżyłam sobie jego opowiadań, żeby zadać kilka pytań. Przekonałam też koleżankę, żeby kupiła książkę, zdobyła autograf i przeczytała opowiadania. Do tej pory każde z nich sobie chwali.

Wciąż jestem wdzięczna Niełkowi, która zrobiła to zdjęcie.
Wciąż jestem wdzięczna Niełkowi, która zrobiła to zdjęcie.
Dopiero później zauważyłam, że Ted źle napisał mojego nicka, ale myślę, że to dobry powód, by próbować spotkać go jeszcze kiedyś na jakimś innym konwencie.
Dopiero później zauważyłam, że Ted źle napisał mojego nicka, ale myślę, że to dobry powód, by próbować spotkać go jeszcze kiedyś na jakimś innym konwencie.

Później obejrzałyśmy jeszcze pokaz mody fantasy i steampunkowej polskich projektantów, ale osoby przechodzące ciągle pomiędzy rzędami krzeseł uniemożliwiły robienie zdjęć. Potem, po zjedzeniu tradycyjnego polskiego posiłku podawanego w strefie restauracyjnej, udałyśmy się na spotkanie z Tedem Chiangiem, prowadzone przez Konrada Walewskiego.

W końcu jednak nadszedł czas na pożegnanie się z przyjaciółmi, obietnice pozostania w kontakcie i po ostatnich zakupach opuściłyśmy konwent, by przygotować się do lotu do domu następnego dnia.

Kilka myśli

Ponieważ Pyrkon był tak duży, a jego program tak bogaty, nie udało mi się wziąć udziału w wielu atrakcjach, takich jak LARPy (żałuję, ale zaangażowanie się w grę zajęłoby za dużo czasu, a chciałam zobaczyć jak najwięcej), konkurs cosplay, nocne imprezy taneczne, pokazy filmów, wypożyczalnia gier planszowych i inne atrakcje festiwalu.

Czy dobrze bawiłam się na Pyrkonie 2015? Zdecydowanie tak i obserwowanie, jak się rozwinął w ciągu tych wszystkich lat naprawdę mnie ucieszyło, ale widzę też negatywną stronę większego rozmachu. Oficjalnie festiwal odwiedziło 31 495 uczestników i kiedy tylko pomyślę o tej liczbie, porównując ją do rozmiaru sal prelekcyjnych, mogących pomieścić od 100 do 300 osób, zastanawiam się, czy nie zgubiła się gdzieś prawdziwa dusza konwentu. Wolałabym, by przeznaczono więcej miejsca na fantastykę, na papierowe RPG i prelekcje związane z nauką i kulturą, które zawsze były szansą na poznanie nowych i ekscytujących informacji. Tymczasem obecnie uwaga zdaje się skupiać na grach komputerowych, skoro zaproszono tylu streamerów z Youtube,  co z kolei sprawia, że zastanawiam się, czy Pyrkon nadal próbuje pokazać to, co najlepsze w fantastyce, czy też stara się przyciągnąć tłumy graczy, by chwalić się rosnącą liczbą uczestników. Nie mam nic przeciwko graczom sama będąc jedną z nich, ale uważam, że skupianie się na grach komputerowych nie jest dobre, zwłaszcza że Poznań już ma dużą imprezę, poświęconą tylko graczom: Poznań Game Arena. Skoro Pyrkon jest tak popularny i przybliża fantastykę nie tylko zdeklarowanym fanom, ale też przypadkowym ludziom, ograniczanie dostępu do prelekcji i paneli wydaje się złym kierunkiem.

Do tego problemy z przedsprzedażą biletów, brakujące nagrody i tłumy, które nie mogły wziąć udziału w wybranych prelekcjach pozostawiają po sobie uczucie rozczarowania zwłaszcza w sytuacji, gdy jedynym komentarzem od organizatorów jest „Przepraszamy. Za rok będzie lepiej”. Takie podejście nie tylko budzi wątpliwości, czy organizatorzy potrafią poradzić sobie z wydarzeniem tych rozmiarów (które ciągle się rozrasta!), ale też zniechęca, bo na Pyrkonie byłam w tym roku i to właśnie wrażenia z 2015 zaważą na tym, czy w zdecyduję się na udział w Pyrkonie w 2016. Zwłaszcza, jeśli zamiast możliwości spotkania moich ulubionych pisarzy i słuchania naukowców opowiadających mi o tym, jakie fantastyczne wynalazki stały się rzeczywistością, albo odkrywających przede mną sekrety przeszłych wieków, na liście gości zobaczę graczy, których mogę sobie obejrzeć na Youtube w domowym zaciszu.

Podsumowując: Pyrkon 2015 był świetny. Ale mógł być lepszy.

Obecnie nie mogę uczciwie powiedzieć „Do zobaczenia za rok”, ale mam nadzieję, że gdy 2016 już nadejdzie, organizatorzy udowodnią, że wyciągnęli wnioski z błędów i jeśli tylko okoliczności życiowe mi pozwolą, znów będę mogła cieszyć się myślą o wyprawie na Pyrkon.

Dodaj komentarz